Poznań Maraton z przewrotką

0
757
Poznań Maraton z przewrotką // BornToBeIronman.pl
Poznań Maraton z przewrotką // BornToBeIronman.pl

Na mojej liście w drodze po Koronę Polskich Maratonów jako czwarty uplasował się Poznań Maraton. Do stolicy Wielkopolski wraz ze mną przyjechała grupa znajomych, którzy dzielnie mi dopingowali.

Kibice w postaci przyjaciół z jednej strony motywują, jednak z drugiej – wywołali we mnie lekki stres. W końcu ostatnie co mogłabym zrobić, to zawieźć osoby, które wraz ze mną przemierzyły kilkaset kilometrów tylko po to, aby wspierać mnie w moich marzeniach.

W sobotę zwiedzaliśmy miasto, rozmawialiśmy i wydawało się, że ten dzień nie ma końca. I choć jako jedna z nielicznych położyłam się wcześniej spać, fakt że kolejnego dnia rano miałam stanąć na starcie maratonu, przyprawiał mnie o lekki niepokój…

Niedziela, 12 października 2014 r.

Cóż, stało się! Budzik nie zawiódł, pożywne śniadanie zaliczone, więc nie pozostało mi nic innego, jak udać się w okolice Targów Poznańskich, gdzie miał rozpocząć się bieg. Choć było chłodno, to właśnie taka temperatura jest podczas biegania idealna.

Od początku wszystko szło dobrze. Złapałam grupę biegaczy trzymających tempo 4:20. Czułam, że mam siłę i wszystko idzie po mojej myśli. Niestety mój optymizm nie trwał zbyt długo. Po przebiegnięciu 27. kilometra, potknęłam się o tory tramwajowe i po prostu przewróciłam się… Wtedy to cały plan na zaliczenie tego maratonu legł w gruzach.

Wybiłam się z rytmu, bolało mnie ramię, a na domiar złego – zaczęła boleć mnie też stopa i miałam naprawdę dość! Irytowało mnie wszystko – od wiwatujących tu i ówdzie kibiców, przez muzykę w słuchawkach, aż do innych biegaczy, którzy raz po raz mijali mnie, mimo że przegoniłam ich już jakiś czas temu. Najgorsza jednak była kołatająca się po głowie myśl, że jeśli teraz zrezygnuję to cały plan na zdobycie Korony Polskich Maratonów i wszystkie moje starania, które się z tym wiązały wezmą w łeb…

Po 35. kilometrze maszerowałam ze łzami w oczach, powtarzając sobie, że NIE PODDAM SIĘ, CHOĆBY NIE WIEM CO! I choć ostatecznie udało mi się dotrzeć do mety, mieszcząc się w limicie czasu, to zawód, niedosyt i złość, które we mnie tkwiły, pozostały na długo… Na tyle długo, że rok później postanowiłam raz jeszcze stawić czoła temu wyzwaniu i przebiec Poznań Maraton, tym razem bez żadnych upadków.

Czego nauczył mnie ten bieg? Głównie tego, że nie ma takich upadków, po których nie można się podnieść, ani takich planów treningowych, które są w stanie przygotować Cię na każdą ewentualność losu…

Poznań Maraton z przewrotką
5 (100%) 5 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here