„Ksiądz na rowerze”, a właściwie Paweł Michalewski to przede wszystkim Ksiądz oraz pełen energii fan i entuzjasta wszelkiej aktywności fizycznej w szczególności roweru. Z tego też powodu szerszej publiczności znany jest jako wspomniany już „Ksiądz na rowerze”. O tym skąd wzięła się u niego taka pasja i jak godzi ją ze swoją pracą oraz co najbardziej motywuje go do działania opowiedział Małgorzacie Stankiewicz.

[Małgorzata Stankiewicz] „Ksiądz na rowerze” to postać, którą kojarzy coraz więcej osób, nie tylko rowerzystów bo coraz częściej można spotkać księdza również na biegowych ścieżkach. Skąd taka pasja? Zazwyczaj księża kojarzą się dość „zwykle”, a tu proszę okazuje się, że jest Ksiądz osobą, która pozytywnie łamie przyjęte od lat stereotypy.

Ksiądz na rowerze czyli wiara, pasja i dwa kółka w tle
Ksiądz na rowerze czyli wiara, pasja i dwa kółka w tle

[Ksiądz na rowerze] Pasja zrodziła się przez przypadek. Rower miał być formą rehabilitacji zadanej mi przez panią fizjoterapeutkę. W miarę kilometrów coraz bardziej zacząłem się wciągać w kolarstwo. Dzisiaj rower, czy ogólnie sport jest integralną częścią mojego życia. W sumie to już chyba jestem trochę uzależniony od aktywności fizycznej. Czasami wręcz muszę się hamować 🙂 Ale jakie to piękne uzależnienie. Nie rozumieją tego ludzie, którzy sami nigdy nie spróbowali żyć w sposób aktywny. Jako ludzie stajemy się trochę zbyt leniwi i wygodni. I to dotyczy wszystkich grup społecznych, również księży. Nam się po prostu już nie chce nic robić. Wolimy zostać w domu niż pojechać na wycieczkę (widać to bardzo mocno w szkole, gdzie uczniowie nie jadą na jakąś zorganizowaną wycieczkę, bo „po co” i zostają w tym czasie w domu przed ekranem komórki czy komputera), do sklepu to najlepiej wjechać samochodem pod samą kasę. A tymczasem ruch, aktywność fizyczna jest naszym naturalnym stanem. Dlatego trzeba ludziom pokazywać, że można i że to jest po prostu fajna sprawa. Jako ksiądz czasami ludzi szokuję tym co robię, ale dzięki temu zmuszam do myślenia, czasami inspiruję. I to jest piękne. Sądzę, że do ludzi lepiej dotrze ksiądz na rowerze niż ksiądz zamknięty na plebanii, mimo, że może to niektórych zgorszyć. Nie ma się tym co przejmować i po porostu robić swoje.

Przeglądając profile prowadzone przez Księdza w Social Media widać, że wyprawy rowerowe to dla Księdza nieodłączna część codzienności. Co więcej udaje się Księdzu z powodzeniem łączyć rowerowe wyprawy z obowiązkami zawodowymi. Jednak czy nie miał Ksiądz obaw, że może Księdzu to nie wypada, że Ksiądz powinien kojarzyć się z sutanną i kazaniami, a nie kolorowymi skarpetkami i jazdą na szosie?

Rzeczywiście, rower to jest już część mnie. Dlatego nie mam większego problemu, by znaleźć czas na niego. Czasami jest to krótka chwila (np. dojazd do szkoły itp.) innym razem już dłuższa, kilkugodzinna wyprawa. Jak to mówią „dla chcącego, nic trudnego”, czyli jak człowiek chce, to zawsze znajdzie czas. Jako ksiądz mam bardzo zróżnicowany plan dnia. Jest to problem gdy człowiek chce ułożyć jakiś dłuższy plan treningów. Mimo wszystko jakoś się udaje 😉 Nigdy nie miałem jakiś wyrzutów, czy tak wypada księdzu jeździć na rowerze. Nie wypada być złym człowiekiem czy księdzem i tego bym się wstydził. Natomiast swoją pasję można wykorzystać by do człowieka dotrzeć.

Dzięki Social Mediom pisze do mnie naprawdę dużo osób z prośbą o radę, modlitwę. Człowiek szuka Pana Boga w swoim życiu, tylko czasami się tego wstydzi. Może przez internet łatwiej przełamać strach i odezwać się do księdza… Często taki człowiek nie przyjdzie do Kościoła. Co z tego, że ksiądz tam na niego czeka w pięknej sutannie, jeśli się nigdy nie spotkają? Dlatego może warto zdjąć sutannę i ubrać kolorową lajkrę i pstrokate skarpetki i się z tym człowiekiem spotkać na rowerowym szlaku? Bo w byciu księdzem chodzi o to, by człowiekowi przybliżyć Pana Boga. Jeśli można zrobić to przez rower to czemu nie?

Skąd czerpie Ksiądz motywację do tak aktywnego trybu życia?

Ja po prostu sobie nie wyobrażam innego życia. Nie umiem siedzieć w domu i leżeć na kanapie przed telewizorem (no chyba, że po ciężkiej kolarskiej trasie jak wszystko boli). Jak wcześniej wspominałem sport uzależnia. Jak się raz człowiek w to wciągnie to nie można przerwać. Choć przyznam, że czasami mi się nie chce. Wtedy potrafię sobie odpuścić. Bo czasami warto za czymś zatęsknić. Następnego dnia ciągnie mnie do sportu z podwójną siłą 😉

Czy zdarzają się nieprzychylne opinie o tym, że jest Ksiądz można powiedzieć Księdzem 2.0, który pokazuje coś więcej niż tylko duchowe życie, wychodzi do ludzi, pokazując, że Duchowny to nie osoba z zupełnie innej bajki, a wręcz przeciwnie, ktoś kto może mieć swoje pasje, zainteresowania i żyć tak jak każdy z nas?

Czasami się zdarzają, ale coraz rzadziej. Człowiek jest jednością duchowo-cielesną. I trzeba dbać o jedno jak i drugie. Bo i ducha i ciało otrzymaliśmy od Pana Boga. i to jest wielki dar. Jako społeczeństwo wpoiliśmy sobie obraz księdza, który jest jako mniej ludzki niż większość z nas. Nas to jako ludzi denerwuje. Często słychać, jak ktoś na księdza narzeka itp. ale żeby zwrócić mu uwagę to przecież nie wolno… Chcemy „ludzkich” księży. A z drugiej strony jak taki już się trafi to często słuchać słowa, że tak nie wypada, że nie wolno, że ksiądz ma siedzieć w kościele… To jakaś taka sprzeczność.

Ksiądz na rowerze czyli wiara, pasja i dwa kółka w tle
Ksiądz na rowerze czyli wiara, pasja i dwa kółka w tle

Jest tak bo mamy zbyt mały kontakt z księżmi. Ci ludzie, którzy działają przy parafiach, spotykają się z księżmi widzą w nich zwykłych ludzi. Dlatego trzeba do ludzi wychodzić. To co mówił papież Franciszek, by wychodzić na peryferie. Tam gdzie są ludzie, by wchodzić z nimi w relacje. Bo jak się pojawią relacje międzyludzkie, to wcześniej czy później zaczną się rozmowy o Bogu, o wierze. Dlatego warto pokazywać ludzką twarz księdza, bo to jest jego prawdziwa twarz. Tak można ludzi przyciągnąć do Boga.

Na jakim sprzęcie Ksiądz jeździ?

Obecnie rowerze szosowym Trek Emonda, do triathlonu mam rower czasowy Canyon. Jeżdżę też od czasu do czasu na rowerze górskim Scott. Najwięcej czasu spędzam na rowerze szosowym. 

Sprzęt na którym Ksiądz jeździ jest bardzo dobry. Ma Ksiądz kilka rowerów. W związku z tym czy nie zdarzają się zarzuty z tym związane? Wiadomo ludzie lubią wysnuwać swoje wnioski na różne tematy…

Jak się czasami na różnego rodzaju zawodach patrzę na rowery uczestników, to z moimi rowerami wyglądam przy nich jak ubogi krewny 🙂 A tak serio, porządny rower, który ma posłużyć ileś tam lat, przejechać kilkanaście tysięcy kilometrów rocznie swoje musi kosztować. Gdybym kupował rowery, który leżałyby nieużywane w piwnicy to musiałbym się na pewno z tego wyspowiadać. Bo to rzeczywiste marnowanie pieniędzy. Natomiast jeśli się czegoś używa warto w taką rzecz zainwestować. A że ludzie wysuwają swoje wnioski, to tak było, jest i będzie… Nic się na to nie poradzi. Ludzie, którzy siedzą w temacie kolarstwa wiedzą, że swoje trzeba wydać, żeby rower posłużył przez lata. I wiedzą, że warto to zrobić.

Jak długie dystanse pokonuje Ksiądz na rowerze? Wyszukuje Ksiądz nowe trasy czy raczej korzysta z tych już sobie znanych?

To wszystko zależy ile mam danego dnia czasu. Jednego dnia będzie to 40 km a drugiego 140 km. Przeważnie jeżdżę po znanych trasach w okolicy Opola. Pomaga to zwłaszcza jak się ma ograniczony czas. np. mam wolne 2 godzinki, to od razu wiem gdzie pojechać, żeby zdążyć wrócić. Natomiast gdy mam dzień wolny to lubię pojechać gdzieś dalej. Biorę rower do samochodu i jadę np. do rodziców. Tam się przebieram i śmigam do Czech. Albo planuję odwiedzić jakieś nowe miejsce. Chyba jest to jedna z najfajniejszych rzeczy w kolarstwie, że można jechać przed siebie, skręcić w jakąś zupełnie nową drogę i poznawać to co jeszcze nieznane. Dzięki rowerowi świetnie poznałem najbliższą okolicę, piękne miejsca, które leżą zupełnie obok, a o których do tej pory nie miałem pojęcia, że w ogóle są.

Widziałam, że próbował też Ksiądz swoich sił w triathlonie. To jak to jest, rower, bieganie czy triathlon? Domyślam się, że faworytem będzie jednak rower, ale próbuje Ksiądz swoich sił także w innych dyscyplinach. Może zostanie Ksiądz, Księdzem Ironmanem?

Ksiądz na rowerze czyli wiara, pasja i dwa kółka w tle
Ksiądz na rowerze czyli wiara, pasja i dwa kółka w tle

Triathlonem zarazili mnie koledzy w poprzedniej parafii. Byłem wikarym w Kluczborku i tam zaprzyjaźniłem się z miejscową grupą biegową. Było tam kilku triathlonistów, którzy namówili mnie na start. Rzeczywiście z rowerem nie było żadnych problemów, gorzej z bieganiem a najgorzej to z pływaniem. Dlatego obecnie staram się dużo więcej czasu poświęcić tym dwóm pozostałym dyscyplinom. W Opolu często można mnie spotkać na basenie czy na Wyspie Bolko biegającego. Triathlon wymaga by rezygnować z roweru na rzecz pływania i biegania. Na początku było to trudne, ale z czasem bardzo polubiłem bieganie. Jeszcze muszę bardziej zaprzyjaźnić się z pływaniem. Start na dystansie Ironman już gdzieś tam w głowie siedzi, ale to tak w perspektywie najbliższych dwóch lub trzech lat.

>>> Przeczytaj też: Beata Sadowska o motywacji, szczęściu i o tym, że warto…

To, że na pewno motywuje Ksiądz wiele osób do działania to wiadomo i widać to choćby na Księdza profilach społecznościowych. A może zaraził Ksiądz innych Duchownych ze swojego otoczenia swoją pasją i tym, że aktywność fizyczna jest dobra dosłownie dla każdego.

Kilku księży mówiło mi, że ich zainspirowałem. Pamiętają mnie jak ważyłem kiedyś prawie 140 kg i teraz często nie mogą mnie poznać. Dzięki temu sami gdzieś próbują swoich sił w sporcie. Wielu księży gra w piłkę nożną. Prowadzą drużyny dla ministrantów. Jednego księdza spotkałem na zawodach triathlonowych. Świadomość o zdrowym trybie życia wzrasta w całym społeczeństwie, więc również u księży. Na przykład jednego z naszych biskupów można spotkać wieczorami w Opolu jak jeździ na rowerze. Gdzieś tam mój przykład skutkuje i cieszę się z każdej osoby, która gdzieś zaczyna się ruszać. Czasami zwracają się do mnie o pomoc, jak zacząć. Mnie to bardzo cieszy, w końcu w zdrowym ciele zdrowy duch.

Ksiądz na rowerze czyli wiara, pasja i dwa kółka w tle
Ksiądz na rowerze czyli wiara, pasja i dwa kółka w tle

Nie sposób nie zapytać o sportowe plany na przyszłość. A może myślał Ksiądz o tym, aby organizować pielgrzymki rowerowe lub inne wyprawy rowerowe? Widząc zainteresowanie wokół Księdza myślę, że znalazłoby się wielu chętnych na takie wyprawy.

Kilka razy udało mi się już jakieś wspólne akcje rowerowe zorganizować. Nawet trochę osób wzięło w nich udział 🙂 Natomiast to ciągle jest za mało… Muszę się więcej na tym polu postarać.

Pytanie o tatuaż chyba nie będzie niczym nowym 😉 Jednak nie sposób o niego nie zapytać bo to kolejna kwestia, ksiądz i tatuaż. Jeśli to nie tajemnica, co się na nim znajduje? I skąd pomysł na takie wyrażenie siebie?

Często to pytanie słyszę. Mój tatuaż na co dzień jest niewidoczny. Mam go na ramieniu i przeważnie jest zakryty koszulką. Bo nigdy nie chciałem, aby wzbudzał jakieś zainteresowanie. Przedstawia Matkę Boża, która jest dla mnie ważna. Ten tatuaż ma mi o czymś przypominać, dlatego go zrobiłem. A co ma mi przypominać, to już zostawię dla siebie 🙂 W tatuażach nie widzę nic złego. Od nas tylko zleży jak się nimi posłużymy. Niektórzy wykorzystają go do obrażenia kogoś itp. A ktoś inny by wychwalać Boga. Bóg dał nam rozum, więc go po prostu używajmy.

Na koniec pytanie z przymróżeniem oka 😉 Zdarzyło się Księdzu jechać na szosie w sutannie?

Tak, ale tylko króciutki kawałek. Tak dla śmiechu. Szczerze, gdybym miał jechać gdzieś dalej bałbym się, że sutanna wkręci się w łańcuch czy szprychy. Ojca Mateusza podziwiam, ale w tym akurat nie naśladuję. Za bardzo lubię swoje zęby i niechciałbym się z nimi za wcześnie rozstawać 🙂

Dziękuję za rozmowę, życzę wszystkiego dobrego i wielu sukcesów nie tylko sportowych.

Więcej można przeczytać na blogu Księdza na Rowerze.

Ksiądz na rowerze czyli wiara, pasja i dwa kółka w tle
5 (100%) 3 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here